luty 2010

Pierwsze dwa tygodnie lutego bardzo intensywne biegowo (nogi i biegówki). Dzieci wyjechały na ferie do dziadków, więc miałam mniej obowiązków. Ale gdy tylko wróciły dopadło mnie zmęczenie, coś na kształt przetrenowania. Za oknem wciąż zima i kolejne opady śniegu dobijają mnie kompletnie. Koniec lutego dosłownie przemęczyłam. Nie sądzę, abym miała jakąś wytrzymałość. Nie wyćwiczyłam też siły. O szybkości to w ogóle mogę tylko pomarzyć. Nie wiem co będzie w marcu. Jeśli nie zacznę w końcu kwitnąć, to znów cały sezon do niczego. Dobrze, że nie choruję i dzieci też jak zwykle zdrowe, choć życie miewają intensywne sportowo, co bardzo lubią.

Comments are closed.