Posts Tagged ‘bieganie’

KNUR

Thursday, May 14th, 2009
Apr ’09
19
05:40
May ’09
9
05:15
May ’09
10
05:15
May ’09
16
05:15

“Peleton”— autor Michał, Na Wareczkę

Dotychczas KNUR (lata 2006-2008) był wycieczkami biegowymi Lasek Kabackich i pokrewnych, ale od kilku tygodni (dokładnie od trzech) w niedzielę (lub w sobotę) wcześnie rano spotykamy się po to, aby pojeździć na rowerze po okolicznych pustych jeszcze o tej porze szosach.

W najbliższą sobotę 16 maja 2009 roku zapraszamy na przejażdżkę w okolice Góry Kalwarii. Start o godz. 5.15 ze skrzyżowania ul. KEN i Wąwozowej w Warszawie (”pod zegarem”). Meta ok. godz. 8.00 w tym samym miejscu. Przewidywany dystans ok. 70 km (z jedną przerwą śniadaniową), śr. tempo ok. 25 km/h.

~~

Kabacki Niedzielny Uroczy Rozruch 2 listopada 2008 roku

Start: godz.8.00*), okolice stacji metra Kabaty przy wjeździe do supermarketu Tesco

Trasa: ok. 20 km w Lesie Kabackim i po jego obrzeżach

*) Zmiana godziny startu ze względu na odbywający się w nocy z 1 na 2 listopada Bieg Dziadów.

Najprostsza forma ruchu

Wednesday, February 4th, 2009

Kilka dni temu dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki, najlepszej polskiej tanguery i nauczycielki tanga argentyńskiego Pauliny Policzkiewicz-Woźniak z zaproszeniem na uroczystą imprezę taneczno-wspominkową “10-lecie Tanga Argentyńskiego w Polsce” w Auli Kryształowej. Zostałam zaproszona jako VIP, bo kilka lat temu nieźle w tangu mieszałam – organizowałam imprezy, brałam aktywny udział w popularyzacji tanga w Polsce, a przede wszystkim tańczyłam, tańczyłam, tańczyłam. Dzięki swej aktywności byłam bardzo znana, a dzięki stronie internetowej łatwo rozpoznawalna na milongach w całej Polsce. Najmocniej oczywiście zaangażowałam się w narodziny środowiska tangowego na Śląsku. Działałam jako członek Stowarzyszenia Akademia Tanga Argentyńskiego pełniąc nawet przez jakiś czas rolę Członka Zarządu ATA.

Minęło parę lat, na milongi zaglądam sporadycznie. Na szczęście tańczyć tak zupełnie nie zapomniałam, buty jeszcze się nie rozwaliły, garderoba nadal wypełniona tangowymi kreacjami sprzed lat.

Bal zaczyna się o godz. 21, ale przygotowania (kąpiel, makijaż, dessous…etc.) zajmują mi tak dużo czasu, że na miejscu jestem o godz. 22. To bardzo dobra, strategiczna pora, gdy jeszcze można znaleźć miejsce przy stoliku, a już ma się widownię na entrée. Początkowo przytłacza mnie ilość nowych, zupełnie mi nieznanych twarzy. Po chwili rozpoznaję niektóre. Spotykam paru znajomych i przyjaciół z dawnych lat. Witamy się serdecznie, w paru słowach próbujemy streścić “co u nas słychać”. Moje serce przepełnia radość. Miło spotkać przyjaciół sprzed lat.

Na sali cała masa ludzi, których nie znam, a to oznacza, że tango się w Polsce nadal rozwija. Beze mnie, ale do przodu. Świetnie! Jestem wzruszona. Na balu trochę niespodzianek wspominkowych, trochę rozmawiam, trochę słucham (poza DJami Jarkiem i Czarkiem gra na żywo berlińska orkiestra Stazo Mayor), trochę tańczę, a przede wszystkim przyglądam się. Niestety w jednej kwestii nic się nie zmieniło. Krakusy tańczą z Krakusami, bywalcy milongi x z bywalcami milongi x, stałe pary ze sobą. A miało być tak pięknie – wszyscy ze wszystkimi. Przetasowania oczywiście są, ale nie tak częste, jak by się tego chciało. Mimo ścisku na parkiecie kolizje nie są zbyt częste, ludzie jednak przyswoili sobie tangowy savoir-vivre.

Patrzę i myślę o tych czterech latach, które mogłam spędzić na parkiecie w butach tangowych, a zamieniłam to na las czy trasy biegów zorganizowanych i buty dużo mniej taneczne. Rozmyślam o tym, że mogłabym te cztery lata poświęcić na zgłębianie tanga i teraz już naprawdę nieźle wymiatać na parkiecie. Ale ja się do tego nie nadaję. Nie nadaję się do tego, żeby coś zgłębiać. Wszystko po łebkach. To bieganie też mnie już nuży – najprostsza forma ruchu… Chcę czegoś innego. Jeszcze nie wiem czego. Podpowiedzcie, proszę.

Paulina i MEL. w kwietniu 2004 r. w Katowicach